Darth Rydzyk, Epizod 46 - "Porażka."

Wyjaśnienie:
Gradacja siły wpływania na los świata nie jest tak oczywista, jak mogłoby wynikać z tego odcinka. I wcale a wcale nie zależy to od rangi duchownego, ilości osób zgromadzonych na mszy, czy innych tego typu dupereli. Najważniejsza jest ofiara. I poświęcenie. No... dobra. Tym razem to był znowu spisek. Powoli zaczyna nam przeszkadzać, że Papież może być Niemcem. Całe szczęście pan Kurski już szpera (a ma za zadanie wykazać, że Papież jest w rzeczywistości chociaż Austriakiem). Oczywiście pisząc Papież mamy na myśli papieża, a nie Papieża Polaka, który jak wiadomo, wszedł do Trójcy Świętej. A wczorajszy porażkowy remis Realu (jak pamiętamy z poprzedniego odcinka, wszyscy bohaterowie postawili na zwycięstwo Realu kupę szmalcu, który miał iść na senioralne, i na Bóg wie co jeszcze) to czysty przypadek. Widocznie ktoś coś źle przekazał, i msze poszły w złej intencji (nie oszukujmy się, przy całym szacunku dla Niemca-Papieża, Tadeusz przy zerowym wysiłku może mieć na mszy więcej ludzi, niż Ratzi kiedykolwiek widział na własne oczy, lub w telewizji - z wyłączeniem TV Trwam, oczywiście). Winnych już szuka inkwizycja.

Przepraszamy kobiety i dewiatów:
To na pewno ostatni odcinek mający cokowiek wspólnego z piłką nożną w najbliższym czasie. To jest do następnej kolejki Ligi Mistrzów, gdzie mamy nadzieję ta drużyna z państwa, co nie istnieje, wreszcie odpadnie. Poza tym skoro istnieje taki naród, to czemu nie gracie w lidze katalońskiej, ha?! No dobra, dosyć tych złośliwości, każde dziecko potrafi pokazać palcem na mapie Katalonię. A potem Palestynę... Wracając do meritum - wszystkich do tej pory dotkniętych dotykamy z drugiej strony - dla równowagi (nie dotykamy dzieci poniżej 15 lat!), wszystkich obrażonych odbrażamy, a całą resztę mamy w głębokim szacunku. Amen.