Darth Rydzyk, Epizod 83 - "Nadchodzi czas walki... znowu. "

Przypisy postprodukcyjne :
Dzisiejszy odcinek został w całości zrealizowany podczas Pielgrzymki Młodych Słuchaczy na Jasną Górę [hej, mieliśmy tego nie ujawniać!].... eee... faktycznie.... dokładnie to nie podczas samej pielgrzymki, ale w trakcie prób przed głównymi uroczystościami. Cała scena została na potrzeby prób skonstruowana w okolicach Bełchatowa, w cieniu hałdy, gdzie z dala od dziennikarzy i innej gadziny trwają gorączkowe próby [gorączkowe, ale należy dodać, że natchnione i w ogóle, poza tym nie powtarzać "prób" i "prób"] przed wielkim finałem [to mi się źle kojarzy, jak z Owsiakiem, kurna]. Warto w tym miejscu dodać, że za całą scenografię odpowiada ta sama ekipa, która pracowała chociażby z takimi zespołami jak [--- tego to już za wiele, to nie jest katolicki zespół... i co z tego, że irlandzki, irlandzka diaspora inspiruje ich wywrotowe działania! Poza tym oni się przebierali za Wilydż Pipul, a wiadomo, co to są za pedały i jakiej orientacji płciowej!] podczas ich słynnej trasy koncertowej Popmart. Na karb przedpremierowego [lepiej - poprzedzającego premierę. Nie drażnijmy Jarka] roztargnienia należy zrzucić niedopatrzenie rysownika, który nie zmieścił dialogu [Dialogi pisał sam Wielki Tadeusz Wielki. I potem je WYRECYTOWAŁ, nie czytał z kartki!], przez co konieczna była niezbyt elegancka korekta. Wybaczamy. [A właśnie, że nie.].
[w nawiasach uwagi korektora. Czyli moje. Bo tu ogólnie za dużo bełkotu i takiego przysłowiowego pieprzenia trzy po trzy {oj, oj...}. No, tak czy inaczej, tekst był tak słaby, że nie dało się z niego wycisnąć więcej sensu, niż da się wycisnąć z przejechanego kota, którego ścierwo przez pół dnia się potem wygrzewało na asfalcie. {Gniew mój budzi to. Kot to kot. To szlachetne zwierzęcie. Towarzysz człowieka!}].
{W klamrach uwagi adiutanta Tadeusza, absolwenta Wyższej Szkoły Kultury Medialnej, oczywiście, co nie?}
*Tadeusz nie potrzebuje nawiasów. Tadeusz wybiera delikwenta, i on już o tym wie. I Bóg też wie, i robi swoje. I tak powstają "zagadkowe przypadkowe śmiertelne wyładowania elektryczne atmosferyczne o dużym natężeniu przy znikomym zachmurzeniu", czyli innymi słowy, gromy z jasnego nieba, lub też tzw. "szlagi".
Widmo pastafarianizmu:
Doszły nas słuchy, że osoby pokalane działalności stfurcopodobną noszą się z zamiarem otworzenia Polskiej Kongregacji Kościoła Latającego Potwora Spagetti. O nie, moi drodzy. Tadeooosh na to nie pozwoli!*
*Tadeooosh - nie pozwalam!