Darth Rydzyk, Epizod 86 - "Kampania buraczana."


Rynek warzywniczy w Polsce - jesień 2006r. Analiza zjadliwości.
Jak się okazało, zgodnie z czudzymi wcześniejszymi przewidywaniami (nie naszymi, bo nas to jakby nie bawi, zastanawiać się, co głupiego się jeszcze może zdarzyć, gdyż co najmniej od kołyski pamiętamy, że jak przychodzi do warzyw, to wszystko się może zdarzyć - patrz "Marchewkowe pole") burak i ziemniak na jednym talerzu nie powinny leżeć. Nie czekając zatem zbyt długo (oczywiście, na tyle długo, że nie zapomnimy tego prędko) jedna strona talerza wylała ten fragment zupy w którym pławił się Doktor Senator. Wylała w cholerę, i to mimo tego, że bardziej o wylanie prosił się nasz ulubiony na polskiej scenie politycznej twór dr. Frankensteina. No, ale trudno. Stało się. Nas cieszy, że przy tej okazji uaktywnili się liderzy tak zwanej partii, która naszym skromnym zdaniem jest najweselsza w całym parlamencie. Dali głos ustami swojego "przystojny jestem, i do tego z Wyszkowa, no i na imię mi jak premierowi takoż samo" J.K. (coś o sikaniu), a przede wszystkim naczelny sikacz RP, bohater najprzedniejszego utworu muzyczno-politycznego (no, może poza "Maxi-Kazem") Waldemar "O jeeezu, znowu ja?" P. (ten z kolei napomknął o wylatywaniu zroboty - swoją drogą, co on może o tym wiedzieć, skoro wrósł w te swoje Stronnictwo jak Marcpol w Plac Defilad).

Podsumowując:
Endrju stracił posadę, stracił też (naszym skromnym zdaniem) legitymację do mówienia o tych, co "rządzili, nakradli, bandyci, i tym podobne", bo sam też już rządził (niniejszym jest u nas jak w Ameryce prawie - każda partia już kiedyś rządziła, istnieje dodatkowo obawa, że jeszcze kiedyś porządzi - no, może prócz tych patałachów z LPR, co za facetami w sukienkach ganiają....).

Roman Dżi zachował kamienną twarz (zaczynamy nabierać podejrzeń, że przychodzi mu to samo z siebie, istny talent, porównywalny do nie przymierzając Westley'a Snipesa albo innego Jasona Stathama... a nie, zaraz, ten pierwszy jest czarny). Sztuczki mimiczne nie ukryją jednak, że Mister Universum Aryjski (tylko jakiś taki nie-blond... Zupełnie nie jak nowy Bond) z pewnością oprócz cięzaru codzienności oraz swojego długaśnego ciała dźwiga pewnie teraz dodatkowy balast w bieliźnie, jako, że w przypadku przyspieszonych wyborów znajdzie się za burtą i to w stopniu znacznym. Co tłumaczy też fakt, że z zapałem zabrał się za monterkę. Montuje nową koalicję.

Chłopaki z innej wsi niż chłopaki Pana Doktora Senatora po raz nie wiemy już który atakują pozycje rządowe z rozbrajającym uśmiechem "panie, stanowiska to my zawsze chętnie brali".

Po Mandarynie, naszej czołowej gwieździe pop, i naszym podstawowym towarze eksportowym w kategorii kultura i odpady, do "Szanownej Pani Posłanki Co To Prawie Sama Napisała Maturę A Te Pytania Wcześniej To Jej Wyszumiała Trawa Na Pastwisku", znanej koneserki roślin z rodziny wiechlinowatych, Renaty Bi, rękę wyciąga tak zwane Prawo i to drugie. Że niby weksle Andrzeja są tyle warte, co próbka moczu naszego redakcyjnego kota. Zobaczymy. Mamy tylko nadzieję, że na końcu nie okaże się, że my za to płacimy.

W ogóle pisiory próbują wszystkiego w co wdepną na sejmowym (ftu!) korytarzu, w nadziei, że to-to dołączy do koalicji. A kuku. Jak wiadomo, Toto to głównie "Afryka" i te sprawy.

Kreatywny lament i okołopaństwową histerię uprawiają chłopcy z przeszłością w kolorze przekrwionych oczu, a także poddani Kaczora z innej bajki. A przecież powinni się cieszyć, w końcu zawsze to jednego Leppera w rządzie mniej.

A Macierewicz siedzi i.... Ej, zaraz, Macierewicz jeszcze nie siedzi?!

Słowo Tadeosha:
To jest tajemnica pilniej strzeżona od IV Tajemnicy Fatimskiej. Jednakowoż śpieszymy donieść, że Ojciec Dyrektor nie ma zdania, ma to wszystko tam, gdzie konfesjonał styka się z jego ciałem. Super-eR zajmuje się obecnie przygotowaniami do operacji pojednawczej "zgnieść brudasów", która ma wyprostować wszystkie niedomówienia, i sprowadzić dialog z Islamem na właściwe tory. Amen.